Felieton

Gry z kontynuacją – zasada inżyniera Mamonia

31 lipca 2019, Aktualizacja 3 września 2019Bartłomiej Kluska

fenomen kontynuacji

Lubimy grać w te gry, w które graliśmy już wcześniej, czy padamy ofiarą lenistwa ich twórców? Najdłuższe serie gier są z nami od ponad trzech dekad i bawią kolejne pokolenia graczy. Skąd bierze się fenomen kontynuacji?

W skrócie

Gry starzeją się szybciej i gorzej od innych dzieł kultury. By to zrozumieć uruchomić pierwsze części Call of Duty (2003), Gears of War (2006) czy Assassin’s Creed (2007).

Ciągnące się latami serie gier rzadko kiedy – w odróżnieniu od tych filmowych czy książkowych – stanowią jednolitą całość. Więcej w nich rebootów i remake’ów, mniej spójnych historii i klasycznych ciągów dalszych.

Gdy w 2012 roku premierę miał laptop Lenovo IdeaPad Y580, można na nim było uruchomić trzecie części gier Battlefield czy Far Cry. Na najnowszym modelu IdeaPad L340 Gaming z przyjemnością pogramy już w piąte części wyżej wymienionych hitów.

„Mnie się podobają te melodie, które już raz słyszałem” – mówił w filmie „Rejs” zagrany przez Zdzisława Maklakiewicza inżynier Mamoń. Zasada ta okazała się trafna dla całej popkultury. Wielotomowe cykle powieści fantasy i kryminałów, ciągnące się sezonami seriale, z pietyzmem zbierane przez fanów komiksowe serie, pełne sequeli, prequeli, rebootów i remake’ów kinowe hity – większość z nas najbardziej lubi te historie, które wcześniej już znała. Gracze również.

Pierwsza odsłona serii Grand Theft Auto miała swoją premierę w 1997 roku. Rok wcześniej zadebiutowały Resident Evil i Tomb Raider. Mortal Kombat zachwycił graczy w 1992. Civilization i Sonic The Hedgehoh – w 1991. Metal Gear i Final Fantasy – w roku 1987. Bracia Mario mieli swoją grę już w 1983.

Co wspólnego mają ze sobą Pan Samochodzik i James Bond?

Oczywiście poza światem gier wideo istnieją serie jeszcze bardziej długowieczne. Star Trek, Gwiezdne Wojny, James Bond, Superman czy Batman – pozwalają odkrywać się kolejnym pokoleniom fanów filmu czy komiksu. Ba! Nawet nasz rodzimy Pan Samochodzik wystąpił już w ponad stu książkach i wciąż ma się dobrze, choć jego twórca zmarł w 1994 roku.

Miłośnicy kina czy literatury mają jednak w porównaniu z sympatykami gier uproszczone zadanie. Sięgnięcie po pierwszy tom przygód komiksowego Thorgala może wymagać co najwyżej wizyty w bibliotece lub antykwariacie, a na płytach DVD czekają na nowych i starych widzów wszystkie filmy z uniwersum Gwiezdnych Wojen. 

Gry starzeją się szybciej

Niestety, zagranie w pierwsze przygody braci Mario jest zadaniem znacznie trudniejszym. Nawet jeśli gracz zdoła zakupić na pchlim targu sprawną konsolę sprzed trzech dekad lub przebrnie przez konfigurację emulatora, prawdopodobnie i tak odbije się od stopnia trudności, sterowania czy grafiki prastarej produkcji.

Gry starzeją się szybciej i gorzej od innych dzieł kultury. By to zrozumieć, nie trzeba sięgać po Mario, wystarczy uruchomić pierwsze części Call of Duty (2003), Gears of War (2006) czy Assassin’s Creed (2007). Dla wielu z nas – w tym ludzi, którzy z przyjemnością grali w przywołane tytuły dekadę temu – będzie to doświadczenie raczej przykre. Natomiast film sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat obejrzymy w znacznie lepszym nastroju, książka i komiks w tym samym wieku będą bawić nadal. Czyni to obcowanie z seriami gier zjawiskiem wyjątkowym.

Pegasus sprzed ćwierci wieku zostaje w piwnicy

O ile bowiem obejrzawszy nową odsłonę kinowego Blade Runnera, widz (młodszy – by poznać korzenie historii, starszy – by je sobie przypomnieć) na pewno sięgnie po oryginał z lat 80., o tyle w świecie elektronicznej rozrywki podobny manewr jest mało prawdopodobny. Będąc dzieckiem, odkrywałem pierwszą część Super Mario Bros (1983) na konsoli Pegasus, w najnowszą zagrywamy się z córką-przedszkolakiem. Ale ani myślę biec do piwnicy po zakurzoną konsolę sprzed ćwierci wieku, by przedstawiać dziecku początek serii (zresztą młode pokolenie bawi się znakomicie bez konieczności poznawania pierwowzoru). A i ja, grając w nowego Fallouta, nie wracam do jedynki z 1997 roku, choć zachowuję z niej miłe wspomnienia.

O ile ludzie, którzy obejrzeli wszystkie części Bonda, są zjawiskiem dość powszechnym, ci, którzy zagrali we wszystkie odsłony Zeldy, stanowią prawdopodobnie rzadkość. W efekcie ciągnące się latami serie gier rzadko kiedy – w odróżnieniu od tych filmowych czy książkowych – stanowią jednolitą całość. Więcej w nich rebootów i remake’ów, mniej spójnych historii i klasycznych ciągów dalszych.

Fenomen kontynuacji

Fenomen kontynuacji pozostaje niekwestionowany. Z czego wynika? Czy to odpowiedź na autentyczną potrzebę graczy, by dłużej pozostać w rzeczywistości wykreowanej przez grę? A może efekt lenistwa autorów, którym łatwiej jest powracać do wypracowanych już mechanizmów niż od zera stworzyć i wypromować nową jakość? Jakkolwiek odpowiemy na tak postawione pytanie, jedno pozostaje pewne. To właśnie spoglądając całościowo na serie gier, najwyraźniej dostrzec możemy, jak przez lata zmieniała się elektroniczna rozrywka – gameplay czy estetyka naszego ulubionego medium, ale i oczywiście możliwości techniczne służących do grania sprzętów.

Gdy w 2012 roku premierę miał laptop Lenovo IdeaPad Y580, można na nim było uruchomić trzecie części gier Battlefield czy Far Cry. Na najnowszym modelu IdeaPad L340 Gaming z przyjemnością pogramy już w piąte części wyżej wymienionych hitów. Wkrótce przekonamy się również, jak będzie na nim wyglądał Doom Eternal, kolejna odsłona serii, która rozpoczęła się… w 1993 roku (a przypomnijmy, że do uruchomienia pierwszego Dooma wystarczał komputer PC 386 z 4 MB pamięci RAM i kartą graficzną VGA). Producenci maszyn do grania dostosowali się do sympatii, jaką gracze żywią do sequeli. Słynne sprzętowe serie to również ważny element historii branży. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść… albo przynajmniej kontynuację!

 



Udostępnij

Bartłomiej Kluska

Bartłomiej Kluska – historyk, dziennikarz. Autor m.in. książek „Bajty polskie” i „Automaty liczą. Komputery PRL”. Współpracownik „CD-Action", „Pixela” i „PSX Extreme”. Ulubiona gra: Robbo.

Powiązane Artykuły

Gry z wyobraźnią - felieton Bartłomieja Kluski

Lenovo

Gry dla dorosłych - dlaczego kochamy stare gry komputerowe? [KONKURS]

Lenovo

Laptop do grania... znaczy do pracy!

Lenovo

Komentarze do artykułu


widget instagram lenovo
widget twitter lenovo
widget facebook lenovo
widget youtube lenovo
Przeczytaj poprzedni wpis:
Aplikacje do planowania podróży

Lato to okres urlopów, wyjazdów zagranicznych i odpoczynku. Aby jak najlepiej skorzystać z wolnego czasu, trzeba go odpowiednio zaplanować. Na...

Zamknij