Wywiad

Prawo growe – wywiad z panią prawnik Martą Wysokińską

9 lutego 2021, Aktualizacja 25 lutego 2021Lenovo

prawo growe

Prawo growe to prawa obowiązujące w świecie gier komputerowych. Dziś istnieją już kancelarie, które zajmują się reprezentowaniem podmiotów wytwarzających przedmioty prawa własności intelektualnej. dlatego Zapraszamy na pierwszą część rozmowy Dawida Kasprzycy z radcą prawnym Martą Wysokińską, specjalizującą się w tematach prawnych związanych ze światem gamingowym.

D.K.: Czy kupiona przeze mnie gra jest moją własnością? Czy jestem tylko jej użytkownikiem?

M.W.: Korzystanie z dobrodziejstw własności intelektualnej w internecie jest o tyle specyficzne, że bardzo łatwo te produkty nam się rozmnażają. Kiedyś jak artysta namalował obraz, to był to jeden obraz. Natomiast w momencie, kiedy mamy do czynienia z cyfrową dystrybucją programów komputerowych, w tym oczywiście gier, to faktycznie sytuacja robi się trochę bardziej skomplikowana. Na dobrą sprawę konkluzja jest następująca – ponieważ ten, kto dystrybuuje grę, cały czas musi być jej właścicielem, czyli podmiotem uprawnionym z tytułu praw własności intelektualnej, praw autorskich, to on musi zachować te prawa, by móc dalej dystrybuować to dobro. Jeżeli wyzbyłby się tych praw, czyli przekazałaby prawa własności intelektualnej, tzn. prawa autorskie, do tej gry komuś, to nie mógłby dokonywać dalszego obrotu. W związku z tym naturą korzystania z programów jest licencjonowanie, szczególnie jeśli chodzi o dystrybucję do użytkowników indywidualnych, do osób, które faktycznie korzystają z tych programów. Gracz generalnie uzyskuje licencję na to, żeby z tej gry korzystać. Na jakich warunkach? Takich, jakie są określone w umowie licencyjnej dla danej gry.

D.: Czyli warunki są tam, gdzie nigdy nie zajrzeliśmy, podpisywaliśmy w ciemno, tzn. nieoficjalnie akceptowaliśmy – po prostu nabywamy prawa do używania danego tytułu.

M.: Klikajmy świadomie.

D.: Czy mogę odsprzedać zakupioną grę? Kupiłem grę, powiedzmy „Counter Strike’a”. Jest ona na platformie Steam, jestem jej właścicielem, założyłem konto i chcę tę grę, nie samo konto, ale np. tę grę sprzedać – czy mam do tego prawo? Mówimy o grze tylko i wyłącznie udostępnionej na koncie, nie o pojedynczym egzemplarzu.

M.: W przypadku takich gier z reguły warunki licencji zabraniają przekazywania tego uprawnienia, czyli licencji. Dlaczego tak jest? Dlatego, że jeżeli licencjodawca chce upoważnić licencjobiorcę do tego, żeby ten mógł mu użyczyć sublicencji, to musi być wyraźnie napisane w tej umowie licencyjnej. O tym decyduje oczywiście wydawca gry. W większości jednak świat internetowej rozrywki nie pozwala na udzielanie sublicencji. Jeśli nie pozwala na udzielenie sublicencji, to generalnie nie możemy takiej gry odsprzedać.

D.: Nie możemy odsprzedać, przekazać. Czyli tak samo nie powinniśmy wypożyczać komuś naszego konta? Ponieważ my jesteśmy właścicielem konta, więc my kupujemy nasze gry i my jesteśmy upoważnieni, by z nich korzystać. Chyba że firmy, tak jak np. Steam, pozwalają dzielić konta rodzinne – wtedy rodzina może, to OK. A co z fizycznymi nośnikami? Załóżmy, że jestem graczem konsolowym, kupiłem płytę lub kiedyś kupiłem grę na płycie, to czy mogę tę grę odsprzedać?

M.: Niejedna prawnicza głowa się zastanawiała nad tym zagadnieniem, łącznie z sądami europejskimi i polskimi. Natomiast jeśli chodzi o egzemplarz fizyczny, to w tej chwili przyjmuje się, że do takiego egzemplarza, nawet jeśli on zawiera program komputerowy, mają zastosowanie ogólne zasady prawa autorskiego, które dotyczą tak zwanego wyczerpania praw własności intelektualnej do egzemplarza, na którym utrwalony został utwór. Z związku z tym, jeżeli taki egzemplarz fizyczny sprzedamy, to generalnie nie powinno nam nic grozić ze strony wydawcy. Owszem, próby mogą być, bo to świat, który jest szalenie zmienny, lecz co do zasady w tej chwili jest ustalona linia orzecznicza, zgodnie z którą istnieje możliwość dalszego dysponowania takim fizycznym egzemplarzem gry.

D.: Czyli, podsumowując, jeżeli posiadamy licencję internetową z przypisaniem do konta, to wtedy mamy wyłączność do użytku. Natomiast jeżeli mamy fizyczny nośnik, to mamy prawo przejść przez grę i komuś odsprzedać, oddać go w wolne ręce rynku.

Kolejne pytanie. Jak mają się prawa właścicieli platform growych – takich jak Steam, Epic, Origin – do elementów gier, które mogą być zakupione lub wylosowane, np. sprzedaż skórek na Steamie, to jest chyba taki najbardziej popularny temat. Co ciekawe, najdroższy skin w „Counter Strike Global Offensive” kosztował 100 tys. dolarów, został nabyty przez chińskiego kolekcjonera, więc rozmawiamy tu o naprawdę wysokich kwotach. Jak się mają prawa właścicieli tych skinów, tych sklepów? Jak to wygląda od tej strony?

M.: To znów nie jest oczywiste. Wrócę do licencji, bo właśnie w niej jest mowa o tym, co wolno, a czego nie. Co więcej, oczywiście trzeba też spojrzeć z punktu widzenia relacji pomiędzy Steamem, który jest dystrybutorem różnych gier, oczywiście też tych utworzonych przez Valve, które jest właścicielem Steamu. Natomiast Steam wchodzi w relacje biznesowe z różnymi podmiotami, różnymi wydawcami i to warunki umowy z tymi poszczególnymi podmiotami będą decydowały o tym, co Steam może robić, a czego nie. Natomiast ponieważ Steam w swoich warunkach dla użytkowników przewiduje możliwość nie tyle sprzedaży, co wymiany różnych itemów, czyli skórek, skinów i innych elementów w konkretnej grze, to należy założyć, że Steam wie, co robi. Należy zakładać, że to, co robimy na Steamie, to będzie raczej odpowiedzialność Steamu wobec tych wydawców. My korzystamy z tego, na co pozwala Steam. Użytkownik zresztą jest zapewniany o legalności tego oprogramowania. Zresztą bardzo ciekawe są warunki, jakie towarzyszą wymianie na Steamie, dlatego, że widać, jak jest to szalenie przemyślane. Są porady dla użytkowników, jak się nie dać oszukać, na co zwracać uwagę, żeby nie używać pośredników. Steam oferuje takie narzędzia, że ci pośrednicy, tak zwani middlemani, w ogóle nie są potrzebni. W związku z tym to musiało być również prześwietlone od strony prawnej. Świadomość praw własności intelektualnej wśród firm amerykańskich, zagranicznych, nie tylko mających siedziby w Stanach, jest bardzo szeroka. Dlaczego? Dlatego, że naruszenie praw własności intelektualnej może po prostu bardzo słono kosztować. I dlatego firmy, które dokonują dystrybucji, po prostu o to dbają. Zresztą Steam też jest wydawcą, więc on ten cały proces prawniczy ma w jednym paluszku. Jestem o tym przekonana.

D.: Czyli dalej skupiamy się na licencji? Czytamy, zagłębiamy się, kopiemy, nurkujemy…

M.: Licencja – przepraszam, że ci wejdę w słowo – i warunki użytkowania…

D.: Więc to są dwie różne rzeczy?

M.: Jedna sprawa to jest licencja na grę, a druga to, jak my się umawiamy ze Steamem na korzystanie z jego usług. Po prostu mamy wiele warstw.

D.: Przejdźmy trochę na nasze podwórko i przeanalizujmy jedno z pytań, które przewijało się na różnych forach internetowych. Jak prawo interpretuje zarabianie na platformach cyfrowych? Na przykład właśnie handel skórkami, grami, itd. Czy musimy płacić podatek od skórek?

M.: Generalnie, jeżeli coś sprzedajemy i na tym zarabiamy, to powinniśmy zapłacić podatek dochodowy. Oczywiście jest kwestia odliczenia kosztów, wartości transakcji, bo przy niektórych wartościach można mówić o zwolnieniach z zapłaty takiego podatku. To, co bym rekomendowała wszystkim osobom, które skórkami faktycznie handlują – handlują, a nie wymieniają – to zapoznanie się z warunkami licencji: zaznajomienie się z polskimi przepisami dotyczącymi takiego handlu. Jeżeli z kolei handlujemy z jakimiś podmiotami, z graczami z innych krajów, to też należałoby zastanowić się, czy przypadkiem jurysdykcja danego państwa nie będzie kolidowała z nami lub kupującym. W związku z tym tu bym zalecała ostrożność i zbudowanie sobie świadomości, w jakim środowisku się poruszamy. To będzie zależało od konkretnego przypadku, w związku z tym różne warunki licencji może oferować producent „Counter Strike’a”, a inne „World of Warcraft”. W związku z tym tutaj jednoznacznej odpowiedzi nie ma, bo to zależy od tego, jak zadecyduje producent.

prawo_growe

D.: Ja mam pytanie z życia – nie raz, nie dwa widziałem aukcje, gdzie sprzedawano długopis za 2 tysiące złotych, a konto, gra, postać czy jakiś tam przedmiot był gratis – czy to jest legalne?

M.: To jest niewątpliwie obejście i teraz pytanie czego – polskich przepisów podatkowych czy warunków licencji? Z drugiej strony, jeżeli licencja, tak jak mówiliśmy wcześniej, nie pozwala na przekazywanie komukolwiek uprawnienia do tego, żeby z tej gry korzystać, czy to odpłatnie, czy nieodpłatnie, to wydaje się nie mieć znaczenia, czy to gratis, czy nie gratis.

D.: Osobiście dosyć długo grałem w „World of Warcraft” i tam bardzo często na aukcjach można było spotkać takie sformułowanie, że ktoś nie sprzedaje konta, nie sprzedaje postaci, tylko sprzedaje czas, który on poświęcił na doprowadzenie danego konta do tego stanu, który dzisiaj widzimy. Czyli ktoś zrobił coś „od zera do milionera”, mówi: „OK, mi ten milion na koncie już wystarczy, nie mogę już dłużej grać z różnych przyczyn, więc to konto chciałbym sprzedać”, ale mówi też: „Ja nie sprzedaję konta, ja sprzedaję czas, który poświęciłem na to, żeby to konto do danego stanu doprowadzić”. Co w tej sytuacji?

M.: To ja teraz odpowiem pytaniem na pytanie. Otóż – jeśli ta postać ma agility (zwinność) 500 milionów, ma dużo różnych cech, dużo różnych skórek, ponieważ zdobyła różne artefakty, to czy ta postać funkcjonowałaby tak dobrze bez programu i bez utworu, który towarzyszył w ogóle stworzeniu gry?

D.: Nigdzie.

M.: No właśnie. Tutaj jest tak naprawdę zawarta odpowiedź na twoje pytanie. To, co się wydarzyło z tą postacią, owszem, dzięki temu, że ktoś zainwestował swój czas, prąd, stosunki z rodziną w to, żeby ta postać nabrała takiego, a nie innego kształtu, po to, żeby zdobyła tyle doświadczenia, nie wystarcza do tego, żeby taką postacią móc swobodnie dysponować. Dlatego, że zawsze u źródeł mamy prawa własności intelektualnej, prawo do programu i prawo do całej historii, bo oczywiście gra jest utworem szalenie złożonym. Mamy warstwę kreacji, warstwę opowieści, software, mamy reżyserię – mnóstwo jest tych elementów, dlatego te gry jednak muszą kosztować, bo nakład pracy włożony w to, żeby dana gra powstała, jest niebagatelny. W związku z tym to nie jest takie proste – to, że zainwestowaliśmy, nie oznacza, że nabywamy prawa do tego, żeby swobodnie tym dysponować.

D.: Czyli nie będziemy handlarzami czasu.

M.: Może na szczęście.

D.: No to teraz chyba taki najbardziej gorący temat. Najczęściej przejawiający się, poruszany zarówno przez rodziców, jak i dzieci, przez graczy, jak i osoby, które żyją w świecie gamingu. Jak polskie prawo interpretuje loot boxy i czy loot box (skrzynka – rodzaj pojemnika w grach komputerowych zawierającego losowe, wirtualne przedmioty) to hazard? Jakby nie patrzeć na cechy loot boxu, to kupujemy coś, z czym wiąże się jakieś ryzyko, nie wiemy, co wypadnie, jest losowość, więc składa się nam to w dobrą teorię hazardu. Dodatkowo backstage tego loot boxu jest dosyć potężny, ponieważ z danych przedstawionych w internecie wynika, że aż 77 proc. dochodów ze wszystkich gier komputerowych to są właśnie mikrotransakcje. Dodatkowo w 2018 roku sam dochód ze sprzedaży in-game wyniósł 30 miliardów dolarów, a szacunki są takie, że w ciągu 4 lat, czyli do 2020 roku, urośnie aż do 50 miliardów dolarów. Tak więc czy te loot boxy to jest hazard, czy nie?

M.: No właśnie, to ja znowu zadam pytanie. Czy słyszałeś o uzależnieniach od loot boxów?

D.: Można coś już wyczytać w internecie, coraz więcej… i co jest dziwne, wielu dorosłych, a nie dzieci, zaczyna się uzależniać od loot boxów. Kupują paczki, losują, jest ta ekscytacja, ta adrenalina: „kurczę, wypadnie, nie wypadnie”. Zresztą, jeśli ktoś ogląda streamy, to może zobaczyć reakcje, jak im wypadnie. Bardzo ciekawym tematem jest tutaj FIFA, która generuje kosmiczne pieniądze związane właśnie z zakupem paczek – tam akurat losujemy karty. Niektóre reakcje na YouTubie osiągają miliony odwiedzin…

M.: Temat bardzo ciekawy i nie bez przyczyny zadałam to pytanie, bo żeby powiedzieć, czy coś jest hazardem, należałoby tak naprawdę popatrzeć na to, jakie to ma konsekwencje dla życia poszczególnych osób, które z tego korzystają. Jeżeli chodzi o prawo polskie, to generalnie Ministerstwo Finansów w komunikacie prasowym stanowiącym odpowiedź na zapytanie w tym przedmiocie stwierdziło, że w Polsce loot boxy to nie hazard. W związku z tym nie podlegają pod ustawę hazardową polską. Jeżeli zaś chodzi o Unię Europejską, to istotne jest, że generalnie prawo dotyczące hazardu, w tym hazardu online, nie jest zunifikowane – każde państwo może swobodnie decydować o tym, jak to jest ułożone na tym konkretnym terytorium. Z kolei Unia Europejska zastanawia się nad tym, czy przypadkiem nie należałoby jednak, abstrahując od hazardu, nie popatrzeć na loot boxy jak na coś, co potencjalnie naraża konsumentów na szkodę. Oczywiście prawo ochrony konsumentów jest, siłą rzeczy, prokonsumenckie. Natomiast ciekawa jestem bardzo, co Parlament Europejski, a w konsekwencji Komisja Europejska opracuje w tym przedmiocie. Czy faktycznie zostaną wprowadzone jakieś przepisy, które będą sankcjonowały, regulowały jakoś kwestie dystrybucji i zarabiania pieniędzy na loot boxach. Muszę przyznać, że dostaję białej gorączki, jak moje dziecko przychodzi do mnie i mówi: „Mamusiu, mamusiu, zobacz, tu jest takie fajne pudełeczko. Popatrz na nie, daj mi 10 zł”. Widać, że te mikrotransakcje tak naprawdę są w skali makro – tak jak zauważyłeś. Weźmy pod uwagę przychody z tytułu wykorzystywania loot boxów po to, żeby zabawiać użytkowników gier – każe to sądzić, że faktycznie jakaś regulacja tu mogłaby być korzystna. Szczególnie jeśli chodzi o aspekt uzależnienia, czyli wielkiej radości w wyniku wylosowania supernagrody lub na odwrót – odczucia straszliwej depresji, jak czegoś fajnego nie wylosujemy.

D.: To wygląda na bardzo sprytny zabieg producentów gier. Rodzice nie będą teraz mówili: „uzależniłeś się od gry”, tylko: „uzależniłeś się od loot boxa”, więc gra jakby została usprawiedliwiona, a wina przeszła na mikrotransakcje. Wróćmy do sprzedaży kont z przypisanymi do nich grami – już ustaliliśmy, że to jest na zasadach licencji, ale pytanie brzmi, czy można takie konta kupować i czy to jest legalne? Kupujemy konto, które ktoś nam sprzedaje na Allegro i jak to wygląda z naszej strony jako kupca?

M.: I tu jest tak naprawdę klasyczny przykład „po nitce do kłębka”. Otóż, jeżeli dochodzimy do wniosku, że ten, kto nam sprzedaje dostęp do konta, nie miał prawa dysponować tym, co jest zawarte na tym koncie, to znaczy, że niestety nie nabyliśmy skutecznie tego prawa. W związku z tym, korzystając z takiego konta, narażamy się na zarzut naruszenia praw autorskich do programów, które są na tym koncie. Nawet jeśli zrobiliśmy to w dobrej wierze, to nas nie chroni.

Zawsze możemy dochodzić roszczeń względem sprzedającego i to jest oczywiste. Wykazywanie dobrej woli mogłoby nas jakoś chronić, oczyszczać w oczach producenta czy też wydawcy. Natomiast doradzałabym wielką ostrożność w tym zakresie.

D.: Czyli, jeżeli tworzymy konto, to jest nasze konto, wraz z grami.

M.: Tak, tutaj też mogłabym wrzucić jeden wątek dodatkowy, a mianowicie kwestię tego, że prawa własności intelektualnej charakteryzują się terytorialnym zasięgiem. Popularnym modelem jest sprzedawanie dostępów, kupowanie gry na rynku np. chińskim albo rosyjskim – bo jest tańsza – a następnie odsprzedawanie tego w Polsce rodzimym użytkownikom i zarabianie na tym pieniędzy.

D.: Czy można tak robić?

M.: Od tego, o czym mówiliśmy wcześniej, czyli braku możliwości sublicencjonowania, istotniejsze jest to, że to, co kupujemy w Rosji, jest przeznaczone do korzystania tylko i wyłącznie na terytorium Rosji. Innymi słowy, umowa licencyjna mówi: „drogi użytkowniku, kupując tę grę z tego źródła, możesz jej używać tylko i wyłącznie będąc w Rosji”.

D.: A co w przypadku podróży? Czy będąc obywatelem Rosji, kupiłem grę w Rosji, a jadę do Polski, to tu już nie mogę grać?

M.: Teoretycznie nie jest to dozwolone i wszelkie obejścia identyfikacji terytorialnej komputera czy sieci, z której się korzysta, nie będą sankcjonowały takiego używania.

D.: Dobrze, że mówisz, bo kolega mówił, że chciał kupić grę, ale ja mu powiem, żeby tej gry nie kupował teraz…

M.: Albo niech przeczyta, co jest w licencji, bo może ta pozwala. Pamiętajmy, licencja prawdę nam powie.

Cały wywiad z Panią Prawnik Martą Wysokińską obejrzycie tutaj ?



Jak przydatny był ten post?

Kliknij gwiazdkę, aby go ocenić!

Średnia ocena 3 / 5. Liczba głosów: 2

Dotychczas brak głosów! Oceń ten post jako pierwszy.


Powiązane Artykuły

Lenovo ogłasza rekordowe wyniki finansowe za trzeci kwartał, dzięki strategii stabilnego wzrostu

Lenovo

Lenovo Vantage – twój osobisty doradca

Lenovo

5G w Polsce – co to takiego? Obalamy mity

Lenovo

Komentarze do artykułu


widget instagram lenovo
widget twitter lenovo
widget facebook lenovo
widget youtube lenovo
Read previous post:
aplikacja Lenovo Vantage
Lenovo Vantage – twój osobisty doradca

Sprawne działanie komputera zależy od regularnego wykonywania niezbędnych czynności serwisowych, o których łatwo zapomnieć. Teraz jednak możesz mieć osobistego doradcę...

Close