Felieton

Gry dla dorosłych – dlaczego kochamy stare gry komputerowe? [KONKURS]

17 czerwca 2019, Aktualizacja 9 lipca 2019Bartłomiej Kluska

Niektórzy z nas wciąż wolą grać w stare gry komputerowe. Są ku temu ważniejsze powody niż nostalgia za młodością.

W skrócie

Stare gry komputerowe traktowały nas, zafascynowane komputerami dzieciaki, jak dorosłych. Żadnego głaskania po głowie czy prowadzenia za rękę. Gra nie wybaczała błędów i nie pozwalała na chwile słabości.

Średnia wieku graczy rośnie, lecz gry coraz częściej traktują nas – ludzi dojrzałych i poważnych – jak dzieciaki. Krok po kroku prowadzą gracza przez kolejne plansze. Pilnują, by się nie zniechęcał, podpowiadając, gdy utknie na jakiejś zagadce.

O wiele przyjemniej jest pokonywać kolejne plansze Jet Set Willy nie na ZX Spectrum z gumową klawiaturą, tylko na solidnym i estetycznym sprzęcie takim jak chociażby Legion Y740. I na najnowszym sprzęcie wirtualne opowieści sprzed lat będą wciąż budzić żywe emocje.

To, że nasza znajomość z Jet Set Willy potrwa długo, wiedziałem już kilka chwil po tym, gdy gra po raz pierwszy wczytała się z kasety magnetofonowej do pamięci mojego ZX Spectrum. Była połowa lat 80., a na ekranie ukazała się toaleta, po której chodził ludek w fikuśnym kapelutku.

W tym miejscu młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie: w JSW sterujemy tym właśnie ludkiem – to tytułowy Willy – zbierającym porozrzucane po rozległej posiadłości przedmioty. Legenda mówi, że główny lokator sprząta w ten sposób dom po wyjątkowo udanej imprezie. Posiadłość to labirynt kilkudziesięciu pomieszczeń, w których oprócz przedmiotów do zebrania czają się śmiercionośne przeszkadzajki – nie da się ich zniszczyć, można tylko unikać kontaktu, każde bowiem zetknięcie ze skaczącymi po ekranach stworkami (podobnie jak np. upadek z wysokości) wiąże się z natychmiastową utratą życia. Tych Willy ma aż osiem, lecz zazwyczaj szybko je traci.

O jeden piksel za daleko – strategia gry retro

Ja początkowo kończyłem zabawę po kilku planszach, zacząłem więc rozrysowywać w zeszycie mapę nieruchomości i spisywać sposoby na przejście kolejnych pomieszczeń, a niemal każde z nich kryło w sobie jakąś zagadkę. Skok wykonany pół sekundy zbyt wcześnie – Willy ginie. Źle wyliczona trajektoria lotu – Willy traci kolejne życie. Przesunięcie bohatera piksel za daleko – na ekran wjeżdża napis „game over” i wędrówkę trzeba zaczynać od początku.

Oczywiście nie było wtedy żadnego zapisywania stanu gry, sekretnych kodów drukowanych w prasie, internetowych poradników czy filmików na YouTube zdradzających tajniki rozgrywki – tylko zdeterminowany młodziak i potężna maszyna.

Naturalnie próbowałem sobie pomóc. Napisałem do magazynu Bajtek list (papierowy) z adresem pocztowym i prośbą o kontakt czytelników, którzy wiedzą, jak zebrać przedmiot, do którego ja mimo miesięcy prób nie potrafiłem sięgnąć. Niestety, redakcja nie opublikowała mojego apelu, nadal więc byłem zdany tylko na siebie. A brakujący przedmiot ostatecznie zebrałem tylko po to, by w następnej planszy utknąć znowu.

Każdy wieczór wyglądał identycznie: 10 minut ładowania gry z kasety, na stole zeszyt z notatkami, start w łazience, pokonuję kolejne plansze, zbieram przedmioty, szarpię joystick, notuję w zeszycie, popełniam błędy, tracę życia, wreszcie widzę na ekranie napis „game over”. Zamiast radości – frustracja, ale nie poddaję się, wciskam przycisk fire, zaczynam jeszcze raz od łazienki.

Stare gry komputerowe nie wybaczały

Moja historia nie jest oczywiście wyjątkowa. Podobną opowie każdy, kto w latach 80. uruchamiał swoje ZX Spectrum, Atari XL 800XL czy Commodore 64. Zbieranie jajek w Chuckie Egg, pilotowanie samolotu nad rzeką w River Raid, zwiedzanie kolejnych planet w Robbo czy polowanie na diamenty w Boulder Dashu… – wszystkie te tytuły łączy jedno: traktowały nas, zafascynowane komputerami dzieciaki, jak dorosłych. Żadnego głaskania po głowie czy prowadzenia za rękę – od pierwszych plansz było ciężko, a później poziom trudności szybko rósł. Gra nie wybaczała błędów i nie pozwalała na chwile słabości. Ruszyłeś się milimetr za daleko i przywalił cię kamień? Widocznie nie zasłużyłeś na to, by zobaczyć kolejny etap. Co gorsza, to było twoje ostatnie życie, więc teraz musisz zacząć wszystko od początku.

Długowieczne gry retro

Od tamtych wydarzeń minęły dobre trzy dekady. Średnia wieku graczy rośnie, lecz gry coraz częściej traktują nas – ludzi dojrzałych i poważnych – jak dzieciaki. Są oczywiście chwalebne wyjątki, jednak większość współczesnych tytułów bardzo dba o dobre samopoczucie gracza. Krok po kroku prowadzi go przez kolejne plansze. Pilnuje, by się nie zniechęcał, podpowiadając, gdy utknie na jakiejś zagadce. Pozwala powtarzać fragmenty, w których powinie mu się noga… I tylko satysfakcja z ujrzenia ekranu z napisem „congratulations” jest jakby mniejsza niż w przypadku dawnych hitów.

W tym właśnie upatruję źródeł fenomenu niesłabnącej popularności gier retro i ich imponującej długowieczności. Wciąż przecież – mimo, że tytuły te powstawały w latach 80. – wielu graczy, zamiast atrakcyjnie wizualnie nowości, wybiera nowe plansze do Robbo i Boulder Dasha lub próbuje bić rekordy punktowe w Chuckie Egg. Albo – jak ja – przechodzi kolejne części Jet Set Willy.

Komputery gamingowe zamiast kaset magnetofonowych

Stare gry komputerowe żyją znacznie dłużej niż te nowe. Co jednak szczególnie istotne, miłość do tamtych tytułów nie oznacza chęci powrotu do czasów, gdy programy wczytywało się z kaset magnetofonowych, nie było internetu i nikt nie marzył o komputerach gamingowych (czy raczej: gdy wszystkie komputery z logo Commodore, Sinclair i Atari na obudowie były gamingowymi). Wręcz przeciwnie – miło, gdy ładowanie gry do pamięci trwa dwie sekundy, a nie dwa kwadranse, gdy można skorzystać z dobrodziejstw opcji „save game” i podejrzeć w serwisie YouTube, jak z problematycznym etapem poradził sobie jakiś mistrz zza oceanu. Wreszcie – o wiele przyjemniej jest pokonywać kolejne plansze Jet Set Willy nie na ZX Spectrum z gumową klawiaturą, tylko na solidnym i estetycznym sprzęcie takim jak chociażby gamingowy laptop Lenovo Legion Y740. Co ciekawe, i na najnowszym sprzęcie wirtualne opowieści sprzed lat będą wciąż budzić żywe emocje. Bo traktują gracza jak dorosłego.

 

KONKURS – NIE KRĘPUJ SIĘ, SKOMENTUJ!

Jakie stare gry komputerowe najbardziej zapadły Wam w pamięć? W co graliście z wypiekami na twarzy jako dzieciaki? Przy których retro grach zarywaliście noce, rozwalaliście dżojstiki i zapominaliście o całym świecie? Opiszcie w komentarzach swoje wspomnienia związane ze starymi grami komputerowymi! Najciekawsze komentarze nagrodzimy 🙂  

Szukajcie również innych wpisów z pytaniami konkursowymi i bierzcie udział w dyskusjach.

Regulamin dostępny tutaj.

 



Udostępnij

Bartłomiej Kluska

Bartłomiej Kluska – historyk, dziennikarz. Autor m.in. książek „Bajty polskie” i „Automaty liczą. Komputery PRL”. Współpracownik „CD-Action", „Pixela” i „PSX Extreme”. Ulubiona gra: Robbo.

Powiązane Artykuły

Gry z wyobraźnią - felieton Bartłomieja Kluski

Lenovo

Sprzęt do grania - jak się zmienił przez ostatnie 20 lat?

Lenovo

Laptop do grania... znaczy do pracy!

Lenovo

Komentarze do artykułu


widget instagram lenovo
widget twitter lenovo
widget facebook lenovo
widget youtube lenovo
Przeczytaj poprzedni wpis:
Lenovo Create
Kursy programowania online

Kursy programowania online to dobra inwestycja w przyszłość, gdyż praca web designera daje duże możliwości. Czy, aby projektować strony internetowe,...

Zamknij